dzieci z naszej
ulicy utrapienie kotów
gołębie -
szaro-łagodne
w parku był pomnik Poety
dzieci toczyły obręcze
i kolorowy krzyk
ptaki siadały na ręce
czytały jego milczenie
żony w letnie wieczory
cierpliwie czekały na usta
pachnące znajomym tytoniem
kobiety nie mogły dzieciom
odpowiedzieć: czy wróci
gdy zachodziło miasto
gasiły ogień rękami przytkniętymi do oczu
dzieci z naszej ulicy
śmierć miały bardzo ciężką
gołębie spadały lekko
jak zestrzelone powietrze
teraz wargi Poety
są pustym horyzontem
ptaki dzieci i żony nie mogą mieszkać
w żałobnych skorupach miasta
w ostygłych puchach popiołów
miasto stoi nad wodą
gładką jak pamięć lustra
odbija się w wodzie od dna
i leci na gwiazdę wysoką
gdzie pożar pachnie odległe
jak karta Iliady
______________________
Herbert na co dzień