“Poszedłem na kawę. właśnie składałem zamówienie, kiedy spostrzegłem starca siedzącego samotnie w kącie. To była duża kawiarnia, ale miałem wrażenie, że to jest jego miejsce, codziennie. Kelnerka przyniosła mu filiżankę kawy i wtedy dopiero zobaczyłem jego ręce. Maris, on miał najgorszy przypadek paraliżu albo choroby parkinsona, jaki w życiu widziałem - ręce tak mu się trzęsły, że zupełnie nie mógł nad nimi zapanować; nie było mowy o tym, żeby ten człowiek podniósł do ust filiżankę i nie wylał wszystkiego na siebie. Ale on się śmiał ! Jakby miał jakąś wielką sztuczkę w zanadrzu i zaraz chciał ją zademonstrować. Wyobraź sobie, że tymi swoimi trzęsącymi się rękami sięgnął za pazuchę i wyjął słomkę. - Słomkę? - Tak! Wielką, długą, żółtą słomkę i wrzucił ją wprost do filiżanki; wiesz, co mi się najbardziej w tym podobało? Że kiedy pociągnął przez słomkę, rozejrzał się wokoło z tak dumnym uśmiechem, jakby chciał całemu światu ogłosić, że żadne, nawet najbardziej pokrzywione ręce nie są w stanie powstrzymać go od picia kawy. Wiesz, co mnie uderzyło? Że muszę o tym opowiedzieć właśnie tobie - częściowo dlatego, że ostatnio mam ochotę mówienia tobie o wszystkim, ale częściowo dlatego, że ty jesteś moją słomką, Maris. Bez ciebie, wiem to teraz, nie byłbym w stanie.. - Napić się kawy - zachichotała Maris. - Napić się życia; zanim ciebie poznałem, miałem właśnie takie roztrzęsione ręce.”
“Pragnąłem ruchu, a nie spokojnie toczącej się egzystencji. Pragnąłem podniety i niebezpieczeństwa, i okazji do poświęcenia się dla miłości. Czułem w sobie nadmiar energii, która nie miała ujścia w naszym spokojnym życiu.”
“Znajomości nie liczy się w latach czy miesiącach. Liczy się w ilości wymienionych słów, przepłakanych razem łez, minut
spóźnienia, liczbie hermetycznych żartów, opróżnionych butelek,
znaczących spojrzeń, przetańczonych piosenek, zjedzonych frytek,
wypitych kaw... Czas tak naprawdę nie ma tu większego znaczenia.”